Co może być za murem, który otacza
miasto od dwustu lat? Czy można zaufać ludziom, którzy na to pozwolili?
Wyobrażacie sobie, jakby to było
budzić się każdego ranka i nic nie pamiętać? Ani jak ma się na imię, ile ma się
lat, gdzie się mieszka - nic, kompletnie? Taką przypadłość ma Christine,
bohaterka książki „Zanim zasnę” S.J. Watsona.
Już oglądając zwiastun, wiedziałam,
że film będzie odbiegał od książki. Nie sądziłam jednak, że z powieścią Jamesa
Dashnera będzie go łączyło tak niewiele. A dokładniej rzecz biorąc: dwie sceny
i bohaterowie. Trudno nazwać „Próby ognia” ekranizacją, to raczej bardzo luźna
interpretacja.
To
słodko-gorzka historia przyjaźni i miłości. Z przyjemnością przypomniałam sobie
film, który ostatni raz oglądałam tuż po premierze w kinie. Teraz, gdy jestem
po lekturze książki, odbieram go troszkę inaczej.
Powieść
Jamesa Dashnera bardzo mi się spodobała. Zamknięcie w labiryncie budzi tyle
emocji i pytań! Dlaczego tam są? Kto ich
tam umieścił? Jakie zło czeka między
murami? I najważniejsze: czy znajdą
wyjście? Poniżej przeczytacie moje
wrażenia odnośnie ekranizacji.
O
tym filmie wspominałam na blogu już kilka razy. Ostatni seans na HBO sprawił,
że na nowo się nim zachwyciłam, prawie tak jak rok temu w kinie. Nie mogę się
oprzeć pokusie, by nie napisać o nim nieco więcej.
![]() |
| źródło: zszywka.pl |
Nigdy bym nie pomyślała, że z własnej woli przeczytam książkę o raku. I nie będę przy niej płakać. Nie sadźcie jednak, że nie jestem wrażliwa – jestem. To za sprawą humoru, który o dziwo się tam znalazł, uśmiechałam się prawie do końca. W pamięci zostało mi zdanie „Umierasz w środku życia, w środku zdania” i to, że depresja jest skutkiem ubocznym umierania.
Premierę miała w siedemdziesięciu sześciu krajach, zarobiła ponad sto milionów dolarów. „Zbuntowana” jest filmem numer jeden na świecie. Dla mnie jest lepsza od książki.
W ubiegłym tygodniu prawie zamieszkałam w Multikinie. W środę byłam na „Kopciuszku”,
a z piątku na sobotę spontanicznie
wzięłam udział w Nocy Ekranizacji: „Niezgodna”, premierowo „Zbuntowana”, „Intruz”
i „Zostań, jeśli kochasz”. Seans trwał dziewięć godzin. Było warto!
Wychowałam
się na Harrym Potterze, ale dzieciństwo kojarzę z dwoma nazwiskami: Andersen i
Grimm. To już trzeci rok, gdy do kin wchodzą nowe, filmowe odsłony dobrze nam
znanych baśni.












