Wydawałoby się, że powrót dziecka
po sześciu latach będzie radosnym, długo wyczekiwanym wydarzeniem. W tym
przypadku wszystko potoczyło się zupełnie inaczej. Zamiast szczerej rozmowy i
uścisków były wrogie spojrzenia i tylko jedno wypowiedziane zdanie: żadnych glin!
Zawsze lubiłam wątki paranormalne.
Siłę i szybkość głównych bohaterów, a także ich niezwykłe umiejętności czy dar
przepowiadania przyszłości. Bo czy może być coś ciekawszego, niż domyślanie
się, typowanie, dzielenie się przemyśleniami z innymi fanami?
Możemy się kryć za przemyślanymi i
starannie dobranymi słowami, ale to gesty nas zdradzą. Ujawnią, że tak naprawdę
wcale nie czujemy się dobrze i najchętniej byśmy stąd poszli, jest nam przykro
albo się denerwujemy. I żeby to zobaczyć, wcale nie trzeba być specjalistą od
kinezyki, czyli nauki zajmującej się komunikacją niewerbalną. Czasem wystarczy
jedynie kogoś dobrze znać.
W
przypadku tej książki nie mogę mówić o rozczarowaniu. Premierze nie
towarzyszyła szumna kampania reklamowa, blogerzy nie prześcigali się w
publikowaniu recenzji (widziałam może dwie), słowem – nie było presji. A ja nie
wiedziałam, czego się mogę spodziewać.
Nie były ładne. W zniszczonych
ciuchach z długimi potarganymi włosami sprawiały wrażenie zaniedbanych.
Wzbudzały słuszną obawę starszych pań i matek z dziećmi.
Kobiety zaciskały palce na torebkach, jakby w ten sposób mogły ochronić się
przed kradzieżą. A przecież dziewczyny tylko siedziały na trawie i się śmiały.
Evie uważała, że są piękne. Chciała być taka jak one.
To nie miasto. To żywy organizm,
który gnije od środka. To Warszawa. Pulsująca, rozedrgana, wiecznie
konsumująca, z mackami jak więzy. Pochłaniająca.
Jest jak Hogwart. Ukryty i
niedostępny dla zwykłego człowieka skrywa w sobie wiele tajemnic. I jeszcze
bardziej interesujących mieszkańców.
Każdy zawód ma swoje żelazne
zasady. Farmaceuta w recepturze zawsze stosuje regułę trzech spojrzeń: patrzy
na etykietę substancji leczniczej, gdy po nią sięga, zanim odważy i gdy odkłada
na miejsce. Dziennikarz śledczy nie opublikuje materiału, gdy nie potwierdzi
informacji w minimum trzech źródłach. A Simona Brenner trzyma się jedenastu
reguł dobrej złodziejki.
Lubi zapach formaldehydu i chce
zostać patologiem. Teo nie jest zwyczajnym studentem – unika imprez, nie spędza
godzin w mediach społecznościowych, zamiast tego woli podręczniki medycyny.
Jego priorytety się zmieniają, gdy poznaje Clarice.