ekranizacje książki

Ekranizacja: Więzień labiryntu: Próby ognia

09:49:00Izabela Lemke


Już oglądając zwiastun, wiedziałam, że film będzie odbiegał od książki. Nie sądziłam jednak, że z powieścią Jamesa Dashnera będzie go łączyło tak niewiele. A dokładniej rzecz biorąc: dwie sceny i bohaterowie. Trudno nazwać „Próby ognia” ekranizacją, to raczej bardzo luźna interpretacja.

W książce Thomas i jego towarzysze dowiadują się więcej o DRESZCZU i powodach, dla których znaleźli się w labiryncie. Okazuje się, że to nie koniec i czeka ich kolejna próba. Trudniejsza. W ciągu dwóch tygodni mają przejść przez Pogorzelisko i dotrzeć do Bezpiecznej Przystani po lek na Pożogę. Warunki do drogi są ekstremalne. Ziemia po rozbłyskach słonecznych jest spalona, a w ruinach miast kryją się Poparzeńcy. W labiryncie Streferzy mieli dach nad głową, jedzenie i względne poczucie bezpieczeństwa. W tym zadaniu przygotowanym przez DRESZCZ w każdej chwili mogą zginąć.

Film zaczyna się obiecująco i bardzo ciekawie. Jednak im dłużej trwa, tym więcej wątków jest poprowadzonych zupełnie inaczej. Najbardziej jaskrawym przykładem jest dla mnie to, że u Dashnera były badane dwie grupy: chłopców i dziewczyn, na ekranie zaś widzimy stołówkę pełną nastolatków i dowiadujemy się, że labiryntów było więcej. Nie wiemy, po co tak naprawdę Thomas i jego koledzy byli obserwowani i jaka jest ich rola w przetrwaniu ludzkości. Nie zgadzają się na pomoc DRESZCZ-owi. Czyli wprost przeciwnie do fabuły książki, w której współpracują, rozumieją swoje zadanie i, co ważne, podejmują się jego wykonania. W filmie wybierają ucieczkę. I jeszcze jedna, bardzo istotna zmiana dotycząca relacji Thomasa z Teresą. O ile w powieści ewoluuje, dojrzewa i wiele razy motywuje zachowanie głównego bohatera, tak na ekranie właściwie nic się nie dzieje. A jak już jest jedyna w pełni odzwierciedlona scena, to widz tak naprawdę nie wie, dlaczego Thomas postępuje tak, a nie inaczej. Mogłabym jeszcze długo wymieniać sprzeczności. Ograniczę się jednak do zdania: film przedstawia inną historię, tylko bohaterowie są ci sami.


Część z was uważa, że ekranizacja nie musi być wierna, że twórcy mogą różnie interpretować fabułę. I że to nawet dobrze, bo czytelnik jest zaskakiwany. Inni z kolei sądzą, że ekranizacja może tylko w niewielkim stopniu odbiegać od swojego pierwowzoru. Do tej pory na blogu mogliście się zetknąć z teksami opisującymi ten drugi przypadek. Tym razem wyszłam z kina z tak mieszanymi emocjami, że dopiero na drugi dzień mogłam na chłodno uporządkować wrażenia. Teraz mogę śmiało napisać, że „Próby ognia” są rewelacyjne, o ile nie porównuję ich z książką, a traktuję jak film z bohaterami, których znam i nie mogę się doczekać na spotkanie z nimi.

Trochę wam o nich opowiem. Thomasa gra Dylan O’Brien. To najbardziej utalentowany aktor z całej obsady, wypadł genialnie! Już w „Więźniu labiryntu” pokazał, że jest uzdolniony, przekonałam się też o tym, oglądając inne produkcje. Gdybym mogła, tak jak po koncercie, wstać i bić brawo, to Dylan O’Brien miałby owacje.

W rolę Newta wciela się Thomas Brodie-Sangster, którego pewnie większość z was kojarzy dzięki „Grze o tron”. W tej części podobał mi się o wiele bardziej, szkoda tylko, że sceny z nim były tak krótkie. Kilka z nich aż prosiło się o rozbudowanie. Jeżeli chodzi o Kayę Scodelario, to już mnie nie irytowała, jednak… nie mogę się do niej przekonać. To na pewno dlatego, że nie lubię granej przez nią postaci. Teresa od początku była dziwna i chłodna, ale po „Próbach ognia” znalazła się na mojej czarnej liście. Ciekawi mnie, jak potoczy się jej wątek w trzecim tomie…


Obsada poszerzyła się o dwie kolejne twarze z serialu HBO, a mianowicie o Aidana Gillena i Nathalie Emmanuel, czyli o Petyra Baelisha i Missandei. Jak dla mnie Littlefinger ma specyficzną urodę i kojarzy mi się tylko z podstępnym, zimnym i wyrachowanym draniem… i wszystko to zobaczyłam na ekranie. Nie sposób nie wspomnieć o dwójce innych, nowych aktorów. W postać Brendy wcieliła się Rosa Salazar i wypadła świetnie. Co prawda, wyobrażałam ją sobie inaczej, bo w długich włosach i bardziej kobiecą. Ta fryzura razem z ciuchami sprawia, że wygląda jak wojowniczka o typowo męskim sposobie bycia. A kto czytał, ten wie, że z Brendy była niezła kokietka. Tego mi zabrakło! Pamiętam, jak się śmiałam podczas lektury, bo jej wątek był miłą odskocznią od ciążącego nad Streferami niebezpieczeństwa. Co ciekawe, to właśnie scena z Brendą i Thomasem na imprezie jest wiernie odwzorowana z książki. Tutaj możecie posłuchać piosenki, która jej towarzyszy i idealnie podkreśla klimat. Świetny moment. Razem z tą panią poznajemy Jorge’a. Nie wiem, dlaczego gra go Giancarlo Esposito. Jestem niemal pewna, że był opisywany jako młody chłopak, a nie siwiejący mężczyzna. Byłam więc od samego początku nastawiona sceptycznie i no cóż, wypadł przeciętnie. Zastrzeżenie mam jeszcze do Arisa, który oczywiście, ma zmieniony wątek, a przez to widz nie wie, dlaczego Thomas mu ufa.

Reżyserem ponownie został Wes Ball i muszę powiedzieć, że pod względem efektów specjalnych film przewyższa „Niezgodną” i „Zbuntowaną”. Przynajmniej w moim odczuciu. To, co się działo na ekranie, aż ciężko opisać. Nie nudziłam się ani przez minutę, chwilami podskakiwałam w fotelu, a nawet wydawałam zduszony okrzyk. Serio! Poparzeńcy wyszli świetnie. Przerażający, szaleni i odrażający, tak właśnie mogli wyglądać w ostatnim stadium choroby. Bardzo mi się podobało zrujnowane miasto, sceny ucieczki i walki. A burza… burza była taka jak w książce. Genialna. Tak właśnie ją sobie wyobrażałam.

Podsumowując moje długie rozważania: „Więzień labiryntu: Próby ognia” to film, który w luźny sposób interpretuje książkę, zmienia niemal wszystko, pozostają tylko bohaterzy i dwie pokrywające się z powieścią sceny. To kino nastawione na efekty specjalne i sensację, których jest tutaj mnóstwo. Dlaczego zrezygnowano z oryginalnej fabuły? Nie mam pojęcia. Jeżeli wam to jednak nie przeszkadza, to szczerze polecam wybrać się do kina. Oglądając w Internecie, nawet w dobrej jakości, nie doświadczycie tylu wrażeń i w takim natężeniu, a to wpłynie już na waszą ocenę filmu.


Zdjęcia pochodzą z fanpage filmu na FB z wyjątkiem pierwszego, które jest z moviesroom.pl

You Might Also Like

0 comments

Archiwum

O blogu

Dość poważnie

Wszystkie teksty opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Formularz kontaktowy