audiobooki

Raphael Montes – Dziewczyna w walizce

17:21:00Unknown


Lubi zapach formaldehydu i chce zostać patologiem. Teo nie jest zwyczajnym studentem – unika imprez, nie spędza godzin w mediach społecznościowych, zamiast tego woli podręczniki medycyny. Jego priorytety się zmieniają, gdy poznaje Clarice.

A dziewczyna jest jego całkowitym przeciwieństwem. Odważna i przebojowa, studiuje historię sztuki i pracuje nad swoim pierwszym scenariuszem filmowym. Prawdziwa dusza towarzystwa. Często działa spontanicznie i nie przejmuje się konsekwencjami. Nie jest zainteresowana Teo w takim stopniu, jakby on tego chciał. A przecież są dla siebie stworzeni, Clarice musi tylko dać mu szansę pokazać się z jak najlepszej strony, spędzić z nim trochę czasu. Nie może jej pozwolić odejść. Nie tak po prostu. Musi… musi ją zatrzymać. W trochę inny sposób, niż zrobiłbyś to ty czy ja. Bo chyba nie włożyłbyś mnie do walizki?

I to nie jest w tej historii najbardziej zaskakujące. Największe wrażenie zrobił na mnie wstęp. Montes nie mógł lepiej zacząć książki. Początek w stu procentach spełnia swoje zadanie. Prezentuje styl autora, bardzo dobry zresztą, jest oryginalny, przyciąga uwagę i przede wszystkim szokuje. Po kolejnych rozdziałach wiedziałam już, że mam do czynienia z hybrydą, co uczyniło tę powieść jeszcze ciekawszą. Znalazłam w niej elementy kilku gatunków – thrillera psychologicznego, kryminału i obyczajówki. Ale to miłość jest tutaj tematem przewodnim. Największym atutem jest jej niekonwencjonalny sposób przedstawienia. Dzięki niemu nie możemy mówić o powielaniu schematów, lecz o atrakcyjnej formie. Przejawia się ona również w zakończeniu, które jest nie do przewidzenia.

Widziałam zapowiedź „Dziewczyny w walizce”, ale po raz pierwszy zetknęłam się z nią w magazynie „Pocisk”, gdzie był udostępniony jej fragment. Pomyślałam wtedy, że ciekawym doświadczeniem byłoby posłuchać ciągu dalszego, zamiast jak zwykle go przeczytać. Podświadomie czułam, że historia ma potencjał i opowiedziana może tylko zyskać. Zawsze lubiłam w filmach narrację z punktu widzenia psychopatycznego bohatera. Pozwalała poznać tok jego rozumowania i od początku prześledzić rozwój dopiero rodzącej się obsesji. Już wtedy wydawało mi się, że postać Teo jest wielowymiarowa i pod analitycznym umysłem przyszłego lekarza, kryją się zaburzenia psychiczne. A gdyby mi je zdradził prosto do ucha?

Nigdy wcześniej nie słuchałam audiobooka. Trochę się bałam. Nie wiedziałam, czy dostatecznie się skupię, nie pogubię w dialogach, zastanawiałam się też, ile godzin musiałabym na niego poświęcić - niektóre książki to cegiełki. Wszystkie te obawy były niepotrzebne.




Zaczęłam spokojnie. „Dziewczynę w walizce” pobrałam ze strony Audioteki na dysk komputera, założyłam słuchawki i pozamykałam wszystkie okienka przeglądarki. Nie chciałam, by cokolwiek rozpraszało moją uwagę. Usłyszałam Szymona Bobrowskiego i pamiętam, że przez głowę przepłynęła mi myśl, że ma piękny głos. Zaraz potem doszła kolejna: czyta wyraźnie, w idealnym tempie. Wstęp mnie tak zaskoczył, że aż przewinęłam fragment. Musiałam się upewnić, że dobrze zrozumiałam! Początek trwał około dziewięciu minut i w mojej ocenie była to długość w sam raz na oswojenie się z nową formą. Kolejne rozdziały trwały od dziesięciu do piętnastu minut, jeden miał dwadzieścia pięć. Po przesłuchaniu trzech plików wiedziałam, że audiobook to opcja dla mnie.

Dlaczego? Byłam w pełni skupiona na treści. Przygotowywałam śniadanie, jadłam je, piłam spokojnie herbatę, siedząc w kuchni, malowałam się i czesałam, a w tym czasie poznałam kolejne części historii – z telefonu. A najbardziej podobało mi się sprzątanie. Ustawiłam odpowiednią głośność w smartfonie, położyłam go na stole i ani się obejrzałam, a kuchnię i łazienkę miałam czystą, a przy tym ilość przesłuchanych rozdziałów znacznie wzrosła. Zaoszczędziłam dużo czasu. Kolejny raz słuchałam o Teo przy organizacji szuflad i szafek. Albo po prostu leżąc, zmęczona po całym dniu.

„Dziewczynę w walizce” czyta Szymon Bobrowski i robi to fenomenalnie. Tak potrafi chyba tylko aktor – podkreślę to – utalentowany. Nie zdawałam sobie sprawy, że samym tylko głosem można przekazać tak wiele emocji. Smutek, radość i podekscytowanie to te podstawowe, ale miłość? W sposobie, w jaki pan Bobrowski czytał imię Clarice zawierało się uczucie i wyidealizowanie, jakimi Teo darzył tę postać. To z pozoru drobiazg, ale gdy się go słucha, to jest jak kadr w filmie, najbliższy z planów – detal – który czasami  jest najważniejszy. Oprócz tego usłyszałam flirt w dialogu. Złość i zniechęcenie. Ale też pełne podekscytowania rozmyślania, kiedy to niespodziewanie wpada nam do głowy pomysł i objawia się kawałek po kawałku… a główny bohater był w tym czasie w Kościele. Ten fragment był mistrzowski.  

Nie doświadczyłabym tych wszystkich emocji i nie poznała „Dziewczyny w walizce”, gdyby nie Audioteka. Serdecznie jej dziękuję za udostępnienie audiobooka do recenzji. A was zachęcam do posłuchania, za darmo w tym miejscu początku powieści Raphaela Montesa. Dowiecie się, co tak bardzo mnie w nim zachwyciło. Możecie też bezpłatnie pobrać pierwsze pięćdziesiąt minut i przekonać się, czy ta forma książki jest dla was.

You Might Also Like

0 comments

Archiwum

O blogu

Dość poważnie

Wszystkie teksty opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Formularz kontaktowy