książki

Robert Galbraith – Wołanie kukułki

17:19:00Izabela Lemke



„Wiadomość zepchnęła na dalszy plan doniesienia ze świata polityki, relacje z wojen i katastrof, a wszystkie jej wersje obfitowały w zdjęcia nieskazitelnej twarzy denatki i jej gibkiego, wyrzeźbionego ciała. W ciągu kilku godzin nieliczne znane fakty dotarły do milionów niczym wirus (…).”

Uśmiechnęłam się, czytając ten fragment. Bardzo dobrze znamy taką sytuację z życia, prawda? Breaking news, który przerywa nadawany program i sprawia, że uwaga mediów koncentruje się na wydarzeniu z ostatniej chwili. Do znudzenia oglądamy niemal te same ujęcia, a reporterzy z godziny na godzinę zdobywają coraz więcej informacji. Takiej właśnie sceny dotyczy prolog „Wołania kukułki” Roberta Galbraith. 

Pewnej zimowej nocy policja dostaje zgłoszenie, że supermodelka, Lula Landry, leży martwa na chodniku pod swoim własnym balkonem. Sytuację szeroko komentuje telewizja i prasa. Służby ustalają, że kobieta popełniła samobójstwo. Nie wierzy w to brat denatki, John Bristow. Postanawia wynająć prywatnego detektywa. Sytuacja Cormorana Strike’a, bo o nim mowa, jest beznadziejna. Musi przystosować się do życia po powrocie z wojska, z okaleczonym ciałem po służbie w Afganistanie. Jakby tego było mało, jego interes nie przynosi dochodów, mężczyzna ma długi i dopiero co rozstał się z dziewczyną. Sprawa Luli Landry jest więc jak koło ratunkowe. Do jego biura zgłasza się też nowa sekretarka, Robin. Co przyniesie dochodzenie Cormorana i jak ułoży się współpraca tych dwojga?

W moim odczuciu „Wołanie kukułki” spełnia wszystkie warunki dobrego kryminału. Po pierwsze, fabuła jest świetnie skonstruowana, do ostatnich stron nic dla czytelnika nie jest oczywiste. A jak już się wydaje, że świta nam możliwe rozwiązanie, to nasze teorie są obalane. Jest dużo szczegółów, które wspomniane gdzieś na początku, jakby mimochodem, są potem kluczowe. Galbraith umiejętnie dozuje napięcie i stopniowo rzuca światło na nowe fakty. Nie nudziłam się ani chwili, bo zawsze coś się działo. Nie wspominając już o nagłych zwrotach akcji, po których po prostu trzeba było zacząć kolejny rozdział. 

Na kartkach powieści Lula Landry ożywa. Na jaw wychodzą różne sekrety z jej życia. Poznajemy też jej najbliższe otoczenie: rodzinę i przyjaciół. Każda z postaci jest dobrze zarysowana i wyrazista. Najbardziej polubiłam projektanta Guy Somego, który jako kreator mody, jest specyficzny i charyzmatyczny. Przez niemal połowę książki czytamy opinie na temat Ciary Porter i Evana Duffielda, które w końcu możemy skonfrontować z rzeczywistym obliczem bohaterów. To był fajny moment. Moją sympatię zyskała również Robin Ellacott, istna mistrzyni dyplomacji. Razem z Cormoranem tworzą zgrany duet.



Rozczarowałabym się, gdyby ten kryminał był kiepski. Na jego odwrocie możemy bowiem przeczytać, że Robert Galbraith to pseudonim J.K. Rowling. Podobno pisarkę zdenerwował wyciek tej informacji do mediów, bo chciała jak najdłużej zachować ją w tajemnicy. Czy ktoś się wygadał, czy był to dobrze przemyślany zabieg marketingowy – nie wiem. Faktem jest, że gwałtownie wzrosła sprzedaż książki.

Po „Harrym Potterze” Rowling (pod swoim nazwiskiem) wydała powieść obyczajową dla dorosłych pt. „Trafny wybór”. Pamiętam, że długo nie mogłam się przyzwyczaić do przekleństw (w wielu miejscach niepotrzebnych), scen seksu oraz opisów biedy i narkomanii. Było to dla mnie duże zaskoczenie, bo do tej pory Rowling pisała dla dzieci i młodzieży. Podczas lektury „Wołania kukułki” nie miałam żadnych zastrzeżeń. Czytało mi się ją naprawdę przyjemnie. Kryminał stoi u mnie na półce, a już wkrótce dołączy do niego druga część cyklu o Cormoranie Strike’u - „Jedwabnik”. 

Przeczytaj też:
Robert Galbraith - Jedwabnik
Robert Galbraith - Żniwa zła

You Might Also Like

3 comments

  1. Może w końcu dam szansę Rowling w czymś innym niż Harry... chyba jej się to należy ode mnie ;)

    OdpowiedzUsuń
  2. Pamiętam informację o ujawnieniu tego autorstwa :) Książka, jako powieść debiutanta, sprzedała się w kilkudziesięciu egzemplarzach. Podobno dopiero po ujawnieniu prawdziwego autorstwa, sprzedaż lawinowo wzrosła. Myślę, że to nie tyle marketing, co Rowling chciała sprawdzić siłę nazwiska i pobudki ludzi, którzy często kupują dla nazwiska książkę :) A gdy już będziesz mogła, chętnie od Ciebie pożyczę :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Karriba, myślę, że warto ;)
    Dariusz, będę pamiętała o książce! ;)

    OdpowiedzUsuń

Archiwum

O blogu

Dość poważnie

Wszystkie teksty opublikowane na tym blogu są mojego autorstwa. Zabraniam ich kopiowania oraz wykorzystywania bez mojej wiedzy i pisemnej zgody.

Formularz kontaktowy