Kto z nas nie słyszał o magicznym zwierciadle,
które zamiast dobra pokazywało zło, a brzydkie rzeczy – jako piękne? O tym, jak
rozbiło się na miliony maleńkich okruchów? I wreszcie o Kaju, do którego serca
i oka wpadły dwa z nich, oraz o Gerdzie szukającej ukochanego chłopca? W końcu
mowa o jednej z najpopularniejszych baśni Andersena – „Królowej Śniegu”. Co ma
wspólnego, oprócz tytułu, z nową powieścią Anny Klejzerowicz?
W Kryszewie zima jest
wyjątkowo sroga. W niektórych miejscach śniegu jest po pas, a nocami
temperatura sięga minus dwudziestu pięciu stopni. Jednak kiedy tydzień po
tygodniu w lesie albo w przydrożnym rowie zamarza człowiek, nie może być mowy o
przypadku. Starsi mieszkańcy przebąkują cicho o klątwie sprzed lat, a wśród
miejscowych alkoholików krąży plotka o Królowej Śniegu… Czy ktoś faktycznie
wciela się w postać z baśni? W jakim celu?
Sprawę
próbuje rozwiązać Felicja Stefańska – rzecznik prasowy urzędu gminy. Do swojego
prywatnego śledztwa wciąga zadurzonego w niej młodego policjanta Zygmunta Rybę.
Jest to współpraca dość szczególna. Kobieta nie ma bowiem pojęcia o
podstawowych procedurach. Jest szczerze zdziwiona, że mundurowi przesłuchali
sąsiadów ofiar i pozyskane przez nią informacje na nic się im nie przydadzą, bo
sami od dawna są w ich posiadaniu. Przy takich fragmentach uśmiechałam się
pobłażliwie, ale nie znalazłam dla nich usprawiedliwienia w konwencji powieści.
„Królowa Śniegu” jest bowiem napisana lekkim, potocznym stylem, nawiązującym
trochę do pióra Joanny Chmielewskiej. Miejsce akcji też nie jest przypadkowe.
Anna
Klejzerowicz chciała oddać różnicę między życiem na wsi a w mieście, nawet
jeśli ta wieś bardziej przypomina podmiejskie okolice. Jest tu więc afirmacja
natury: świeżego, niczym nieskażonego powietrza, przesiąkniętego zapachem
igliwia. Są nieprzejezdne drogi, zaspy śniegu oraz oczywiście cisza i spokój.
Ale przede wszystkim jest poczucie wspólnoty, więź szczególnie silna po
wydarzeniach sprzed czterdziestu lat. Felicja Stefańska nie może zrozumieć,
dlaczego tak trudno jej wydobyć informacje od starszych mieszkańców, którzy
ciągle zasłaniają się wymówkami, że tak naprawdę to nic nie wiedzą… Ale o
klątwie słyszał każdy. Czytelnik już wie, że to ważny wątek i wyczekuje na jego
rozwinięcie.
Chociaż
pisarka ma na swoim koncie powieści oraz opowiadania obyczajowe i kryminalne,
nie mogę się oprzeć wrażeniu, że najlepiej się czuje w warstwie obyczajowej. To
właśnie relacje międzyludzkie, choroba alkoholowa i samo Kryszewo grają w
„Królowej Śniegu” pierwsze skrzypce. Ale Anna Klejzerowicz sprawnie wplata w to
wszystko wątek kryminalny i podstawowe założenia gatunku. Eksperymentuje też z
formą: opowieści bohaterów nie przedstawia w formie dialogów, ale w osobnych
rozdziałach pisanych w pierwszej osobie liczby pojedynczej.
Nową
książkę pisarki można przeczytać w dwa wieczory, nie tylko z powodu małej
objętości. Jest napisana swobodnie, lekko, przez co kartki przewracają się
niemal same. Dodatkową zachętą jest baśniowa konwencja, która otula białą czapą
śniegu dobrze skrojone postacie i ciekawą intrygę kryminalną. Nie mogę się
jednak zgodzić z blurbem, że to „mrożąca krew w żyłach opowieść” – mimo
niewątpliwie zimowej aury i seryjnego mordercy.
Recenzja
ukazała się na Portalu Kryminalnym.
Za możliwość przeczytania książki dziękuję: