„Spójrz na te komentarze, Max.
Spójrz na to plugastwo. Zobacz, jak bardzo świat nienawidzi pięknych ludzi,
ludzi bogatych i szczęśliwych, którzy mają pieniądze i miłość. Nie rozumiesz
tego, Max? Ktoś zabił Woodów, bo byli szczęśliwi.”*
Nikt
nie jest bezpieczny. Do morderstwa może dojść wszędzie, nawet na strzeżonym,
ekskluzywnym, londyńskim osiedlu. W sylwestrową noc brutalną śmiercią ginie
małżeństwo Woodów i ich dwójka nastoletnich dzieci. Najmłodsze z nich,
czteroletni Bradley, znika bez śladu. Dlaczego chłopczyk ocalał? I czy to
możliwe, by porwał go morderca? Ta sama osoba, która jako swój modus operandi wybrała pistolet do uboju
bydła? Na te wszystkie pytania odpowiedzi szuka detektyw Max Wolfe. Czasu jest
mało: z każdym kolejnym dniem szanse na odnalezienie żywego dziecka maleją. Swoje
poszukiwania policja zaczyna od przesłuchania człowieka, który przed laty użył
tego samego narzędzia do zabicia czterech osób. Czy to możliwe, by Rzeźnik, bo
tak go nazwały media, ponownie zaatakował? A może doczekał się naśladowcy?
To
drugi po „Krwawej wyliczance” kryminał Tony’ego Parsona, brytyjskiego
dziennikarza i pisarza. Tym razem nie miałam żadnych trudności z zagłębieniem
się w powieści. Historia zaczyna się dynamicznie i brutalnie, uświadamiając
czytelnikowi, z jak wielkim niebezpieczeństwem wiąże się praca w służbach
mundurowych. Policjant nigdy nie może być pewny, czy zobaczy jeszcze swoich
bliskich. Każdego dnia jest narażony na ryzyko bezpośrednio zagrażające jego
zdrowiu i życiu. Dowiadujemy się tego z akcji, w których uczestniczy główny
bohater, Max Wolfe.
W
„Rzeźniku” detektyw jest postacią pełnowymiarową: jego historię poznałam w
poprzednim tomie, wiem, że jest impulsywny i odważny, często ryzykuje, ma dobrą
intuicję i doświadczenie w tym, co robi. Znam też historię jego małżeństwa i
wiem, dlaczego samotnie wychowuje córkę. Może się wydawać, że Wolfe jest
niezniszczalny, ale to nieprawda. W tym tomie Tony Parsons kładzie nacisk na
ryzyko, śmierć czyhająca na rogu, a także na odpowiedzialność rodzica
mieszkającego z małym dzieckiem. W takich momentach nieraz szkliły mi się oczy.
„Rzeźnik”
to dojrzała kontynuacja „Krwawej wyliczanki”, wciągająca od pierwszych stron,
dynamiczna i poruszająca. O ile w pierwszym tomie bardzo podobał mi się wątek
mediów społecznościowych, za pomocą których morderca komunikował się ze
światem, tak w tej książce prym wiedzie niebezpieczeństwo pracy policjanta.
Tony Parsons używa terminologii typowej dla tego gatunku, pojawia się więc m.in.
skurcz pośmiertny czy plamy opadowe, a wyjaśnienia są zgrabnie wplecione w dialogi.
Książka przyniesie więc czytelnikowi nie tylko dobrą rozrywkę, ale też wzbogaci
jego wiedzę.
*Tony
Parsons, „Rzeźnik”, przeł. Janusz Ochab, Poznań 2017, Wydawnictwo Albatros, s.
45.